JAK BEZPIEKA INWIGILOWAŁA ROMANA BRANDSTAETTERA

    W roczniku literacko-społecznym Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą  ukazała się interesująca praca dr. Krzysztofa Tochmana „Od syjonizmu do katolicyzmu. Roman Brandstaetter” („Ekspresje”, str. 222-245, Londyn 2014). Autor wyżej wymienionej pracy, historyk i pracownik naukowy Instytutu Pamięci Narodowej, przedstawił w niej, między innymi, informacje o inwigilacji pisarza przez UB. Warto je pokrótce przedstawić, gdyż nie były one dotąd publikowane.
    Autor wspomina m.in. uwieńczone sukcesem starania Brandstaettera o nadanie imienia hr. Władysława Zamoyskiego (który uratował lasy tatrzańskie) jednej z głównych ulic Zakopanego, decyzję Ministerstwa Oświaty (sic!) z roku 1952 o przeznaczeniu na przemiał książki Brandstaettera „Kroniki Asyżu” i o pełnieniu przez Brandstaettera funkcji przewodniczącego Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Czerwca 1956. Zarówno twórczość, jak i działalność Brandstaettera była „solą w oku” władzy ludowej, więc jak pisze Krzysztof Tochman,„Władza ludowa nie próżnowała. Od roku 1949 pisarz jest rozpracowywany przez poszczególne piony aparatu represji w Poznaniu, a następnie w Krakowie i Zakopanem.” Warto zacytować niektóre z donosów na Brandstaettera z roku 1953:
    - „Był w Toruniu w związku z prapremierą swojej sztuki […] zajmuje wobec dzisiejszej rzeczywistości stanowisko lawirująco negatywne. Od kogoś w Krakowie dostaje do przejrzenia czasopisma polskie wychodzące za granicą na Zachodzie. Ma je u siebie w Zakopanem, a potem zwraca tej osobie, która mu je daje, otrzymując z Anglii zdaje się drogą dyplomatyczną.”
    - ”utrzymuje kontakt z Meissnerem Januszem – literatem. Meissner jest oficerem RAF-u, rozpracowywanym przez tutejszy Urząd.” […] Konfident „Władek” donosi, że „Meissner mieszka razem z Brandstaetterem na parterze swojego domku. Jest to człowiek niesłychanie nietowarzyski i jak się orientuję nie ma żadnych bliższych znajomości i może poza Makuszyńskim czy Morstinem, którzy mieszkają także w Zakopanem.”
    - „Zarówno Meissner jak Brandstaetter stołuje się w „Astorii” Domu Pracy Twórczej Zw. Lit. Polskich. Kierowniczką „Astorii” jest eks-hrabina Krasicka, która jest z oboma w dużej przyjaźni. Meissner teraz także jest o ile można wierzyć wrogiem Polski Ludowej. W dzień po śmierci Tow. Stalina w rozmowie o Meissnerze, Brandstaetter na pytanie: „A jak Meissner patrzy na to wszystko?” rozłożył tylko ręce i mrugał porozumiewawczo okiem.”
    - „Roman Brandstaetter, ogólnie biorąc nie jest przyjacielem naszego ustroju. Umie to zresztą maskować dość dobrze i mówi na te tematy dopiero wtedy, kiedy orientuje się, że rozmówca nie jest ostro nastawiony prorządowo. Zresztą mówi o tym b. rzadko, gdyż z trudem wierzy ludziom i jest b. powściągliwy w wypowiedziach. Z tego co wiem o nim wnioskuję, że ma bardzo za złe komunizmowi, że zmusza artystów do pisania w pewnej dydaktycznej koncepcji, która ma służyć ludziom bezpośrednio. Brandstaetter jest pisarzem raczej katastroficznym, smutnym mistycznym, chociaż z usposobienia jest raczej pogodny. Nie utrzymuje stosunków towarzyskich na terenie Zakopanego i bardzo trudno dostać się do jego domu, gdzie przyjmuje tylko nielicznych ludzi.” W dalszej części donosu konfident „Władek” przybliża pochodzenie pisarza i pisze, że Brandstaetter wykładał w chederze albo szkole rabinackiej. Następnie „Władek” wyraża zdziwienie, że kandydat na rabina przeszedł na „obłędny momentami katolicyzm, że nosi pod koszulą wielki złoty krzyż”.     - Inny konfident „Janusz” pisze, ze Brandstaetter „ubiera się nie rażąco, ale w jego ubiorze nie ma ani jednej nitki z naszej produkcji, tylko wszystko zagraniczne materiały. W lokalach jak bywa, to formalnie się ogląda, czy nikomu nie podpada. W Zakopanem mieszka celowo, aby być na granicy i w razie, gdy go wytropią, to na pewno by mógł nawiać. Poza tym ma możność widywania się z ludźmi z całej Polski i komunikować się z nimi pod pozorem wczasów i imprez sportowych. Widuje jego b. często w towarzystwie przedwojennej elity, arystokracji, dwójkarzy, wojskowych itp., których mało kto zna i zauważy. Wyjeżdża często na dość długi pobyt do Warszawy pod pozorem działalności literackiej. Przebywa w towarzystwie literatów, którzy nie są zwolennikami obecnego ustroju.”
    - Jeszcze inny konfident „Longin”donosi, że Brandstaetter „utrzymuje szereg kontaktów z osobami przebywającymi za granicą, m.in. z Januszem Poray-Biernackim z Londynu oraz przesyła swoje prace do Londynu.”

Zakończmy akcentem pogodniejszym ten wybór ubeckich raportów, których lektura działa przygnębiająco, ukazując ludzką podłość. Donosicielskie zło, które miało zaszkodzić Brandstaetterowi nie zdołało zepchnąć go z drogi, którą obrał służąc swoim literackim talentem Bogu i ludziom. Tochman zakończył swoją pracę tekstem telegramu przesłanego przez Jana Pawła II na pogrzeb Brandstaettera, tchnącym optymizmem wyrażonym w przekonaniu o nagrodzie, którą Bóg obdarzy pisarza za dobro, które czynił: „Niech Ten, któremu całym sercem zawierzył i któremu śpiewał tak osobistą pieśń, a z całym Kościołem pielgrzymującym powtarzał Kyrie elejson, przeniesie go tam, gdzie słychać już tylko radosne Alleluja tych, którzy razem z Chrystusem przechodzą ze śmierci do  życia.”