BRANDSTAETTER PRZED SUMĄ

Moje zajęcia na Kręgu Biblijnym, który od sześciu lat prowadzę w każdą środę miesiąca w Parafii pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego w Przeźmierowie rozpocząłem od czytania opowiadania Romana Brandstaettera „Lament nieczytanej biblii”. Później sięgałem do jego twórczości wielokrotnie, gdyż pomagała moim słuchaczom lepiej wczuć się klimat czasów Jezusa ziemskiego, w Jego otoczenie, w żydowski sposób rozumowania i myślenia. Dzięki niemu uczestniczący w Kręgu stali się bardziej „zamieszkałymi w Biblii” i łatwiej odszukują sens odczytywanych perykop. A przecież Pismo Święte jest wielokrotnym przekładem: z języka Boga na język człowieka - autora natchnionego, którym pierwotnie był hebrajski, później aramejski, później grecki koine dialektos, łacina św. Hieronima, potem polszczyzna księdza Wujka, wreszcie Biblia Tysiąclecia i Biblia Poznańska, na której tekście pracujemy. Jak zauważył ks. prof. Waldemar Chrostowski, współczesnemu czytelnikowi trudno połapać się w specyficznie żydowskiej terminologii, w tym bogactwie zagadkowych treści kryjących się za filakteriami, szabatami, faryzeizmami, saduceizmami czy inną, obcą nam, zwłaszcza dzisiaj terminologią, o którą na każdym kroku potykamy się choćby w Ewangelii według św. Mateusza. Brandstaetter w niej wyrósł o żongluje nią swobodnie, umieszczając w takim kontekście, że czasami nawet nie zaglądając do autorskiego słowniczka dołączonego do „Jezusa z Nazaretu” można odgadnąć jej znaczenie. W tym roku podjąłem próbę wyjścia z Brandstaetterem poza Krąg Biblijny. Uzyskawszy aprobatę, tudzież oficjalną zapowiedź w ogłoszeniach parafialnych naszego proboszcza - księdza Tomasza Szukalskiego - czytałem w kościele przez dziesięć minut przed każdą mszą św.  fragment  „Jezusa z Nazaretu” dobrany przeze mnie tematycznie do niedzielnej Ewangelii.  Z początku na czytanie przychodziło  nieco ponad dwadzieścia osób, później ich liczba z tygodnia na tydzień zwiększała się. Jeden z uczestników Kręgu powiedział mi, że niedawno udało mu się nabyć w księgarni ostatni egzemplarz „Jezusa z Nazaretu” i teraz jego małżonka wprowadziła Brandstaettera do wieczornych rodzinnych głośnych czytań. Ucieszyłem się tą wiadomością i z tego powodu, że istnieją jeszcze rodziny w których wieczorami rodzina gromadzi się przy lekturze dobrej książki. A może i w innych parafiach warto by było od czasu do czasu wygospodarować chociaż parę minut przed mszą świętą, aby Roman Brandstaetter wprowadził wiernych w świat Jezusa?
Adam Mazurek