Licealista z Trzcianki, Maciej Pawłowski, pyta ks. prof. Jana Kantego Pytla, prezesa Stowarzyszenia, o Romana Brandstaettera

Czy mógłby ksiądz opowiedzieć nam o Stowarzyszeniu Romana Brandstaettera?

Stowarzyszenie powstało w roku 2002, zostało zapisane w Krajowym Rejestrze. Sądowym. Wyznaczyło ono sobie cele natury kulturalnej, a także ekumenicznej – dialogu międzywyznaniowego. Jednym z zadań było promowanie twórczości Romana Brandstaettera. Poświęciliśmy uwagę również innym pisarzom, konkretnie P. Bystrzyckiemu, K. Iłłakowiczównie, E. Paukszcie i W. Bąkowi.

Czy znał ksiądz Romana Brandstaettera osobiście?


Owszem, nie należałem wprawdzie do grona jego bliskich przyjaciół, na to miano nie zasłużył sobie nawet Przemysław Bystrzycki, który widywał się z nim regularnie. Spotykali się co sobotę w kawiarni i na podstawie tych spotkań napisał ciekawa książkę „Szabasy z Brandstaetterem”. To pokazuje, że Roman Brandstaetter z niewieloma osobami był „na ty”. Ja często go widywałem i z nim rozmawiałem, dyskutowałem, grywałem z jego żoną Reginą w brydża razem z dwiema znanymi pisarkami. On sam w brydża nie grał, czekał aż skończymy, a potem dopiero wspólnie zasiadaliśmy do kolacji. Nasze spotkania miały bardziej charakter naukowy, literacki niż towarzyski. Mieliśmy ze sobą kontakt przez wiele lat.

Spośród wszystkich dzieł Romana Brandstaettera mógłby ksiądz wybrać jedno, do którego lubi wracać, które szczególnie utkwiło księdzu w pamięci?

Tak, jako biblista szczególnie sobie cenię sobie tak zwaną tetralogię, czyli „poczwórne” dzieło Romana Brandstaettera. Powstało ono w Poznaniu pod tytułem „Jezus z Nazarethu”. W związku z tą książką telefonował on do mnie, ponieważ redakcja „Przewodnika Katolickiego” zgłosiła się do mnie z prośbą o napisanie recenzji I i II tomu. Zgodziłem się; w tekście podkreśliłem, że jest to obecnie najlepsza książka o Jezusie, bo uwzględnia tak zwaną „piątą Ewangelię”, czyli Ziemię Świętą. Nawiązuje do Starego Testamentu, a także sięga do Talmudu i do apokryfów. Ta recenzja bardzo spodobała się Romanowi Brandstaetterowi, zadzwonił do mnie z podziękowaniem i powiedział, że moja recenzja jest najlepsza, bo oddaje trafnie ducha jego książki. Wspomniana tetralogia jest arcydziełem, które swego czasu pretendowało do literackiej nagrody Nobla. Roman Brandstaetter po cichu myślał o tym wyróżnieniu, bo kiedy Czesław Miłosz dostał tę nagrodę, to już rano zadzwonił do Przemysława Bystrzyckiego z pytaniem, czy wie kto został noblistą. Widać było, że był rozczarowany i zawiedziony. Dopiero po kilku latach rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego profesor J.A . Gierowski ujął się za tetralogią w Akademii Królewskiej w Sztokholmie, bo zależało mu na przyznaniu nagrody Nobla jej autorowi. Otrzymałem list od profesora Gierowskiego, w którym powiadamia mnie szczegółowo o całej fazie starania o przyznanie literackiej nagrody Nobla R. Brandstaetterowi. Dokładną treść tego listu można przeczytać w moim artykule pod tytułem „Żniwobranie z trudnego zasiewu”. Był to wykład wygłoszony w Tarnowie w 25. rocznicę śmierci Autora tetralogii. Niestety, Roman Brandstaetter nagrody Nobla nie otrzymał, bo zmarł dość nieoczekiwanie w tym samym roku, w którym rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego podjął starania w Sztokholmie. O ile wiem, podobne starania podjęła Polska Akademia Nauk.

Jakie wartości może przekazać twórczość Romana Brandstaettera? Dlaczego warto sięgać po jego książki?


W twórczości Brandstaettera można wyróżnić dwie warstwy treściowe – pierwszą jest warstwa religijna, dominanta Boga Ojca, Jezusa i Ducha Świętego. Na dalszym etapie jest Maryja Panna, którą uczcił on w „Hymnach Maryjnych”. Drugą warstwa treściowa jest antropiczna, czyli skoncentrowana na człowieku . W przypadku tej tematyki kluczową wartością jest sumienie, odpowiedzialność człowieka za swoje czyny. Także widoczny jest u Pisarza - Poety profil etyczny, gdzie dominantą, motywem przewodnim , jest dobro. I ta idea dobra znajduje się w „Psalmie o trzcinie”, gdzie padają słowa „Wówczas jestem, gdy jestem dobry”. Te słowa wypisane są na haftowanym złotem sztandarze Gimnazjum nr 11 imienia Romana Brandstaettera w Tarnowie.

Kiedy nastąpił moment, w którym zaczął interesować się ksiądz Romanem Brandstaetterem?


Brandstaetter stał się znany w Poznaniu po wydaniu książki „Pieśń o moim Chrystusie”. Wtedy też po raz pierwszy zainteresowałem się jego twórczością. Z czasem to zainteresowanie przerodziło się w specjalny szacunek. Po śmierci sławnego Pisarza arcybiskup poznański poprosił mnie o wygłoszenie na jego pogrzebie kazania. Msza święta była celebrowana w kościele Dominikanów. Wtedy powiedziałem, że możemy dziękować Bogu za wielkość Romana Brandstaettera. Kiedy po Mszy świętej szedłem na cmentarz razem z szefem kancelarii prezydenta, Januszem Ziółkowskim, który potwierdził , że zgadza się z moimi słowami mówiąc ”Brandstaetter był zapomnianą wielkością Poznania”. Chyba właśnie wtedy postanowiłem przyczynić się do założenia stowarzyszenia imienia Romana Brandstaettera w celu rozpowszechnienia jego twórczości. Wspierał mnie w tym mój przyjaciel, Przemysław Bystrzycki.

Czy w całej wielkości Romana Brandstaettera znalazłby ksiądz jakąś wadę w tym autorze? Cechę, którą by w nim zmienił?

Trudno jest temu człowiekowi stawiać zarzuty. Cechował się on nienaganną kulturą, wielką wiara w Boga, odpowiedzialnością, wyważoną opinią o innych ludziach, imponował ogromną wiedzą, a przy tym był pokorny, przyjmował wszystkie uwagi dotyczące jego sformułowań teologicznych i nie tylko. Z jego zwierzeń, jakie usłyszałem, wynikało, jego żona miała na niego największy wpływ, aczkolwiek liczył się ze zdaniem znawców. Był on nie tylko artystą słowa, ale także wielkim myślicielem. To właśnie świadczy o jego wielkości. Nie ma człowieka idealnego, jednak Roman Brandstaetter cechował się postawą godną naśladowania. Był świadkiem Boga, wiary, życia chrześcijańskiego, a w pisarstwie „rozsiał samego siebie”.

Ks. J.K. Pytel jest profesorem uniwersyteckim, prezesem Stowarzyszenia imienia Romana Brandstaettera i członkiem Związku Literatów Polskich.