Nowa książka prezesa

Ks. Jan Kanty Pytel, prezes naszego Stowarzyszenia, wydal na zakończenie Roku Kapłańskiego książkę pod tytułem „Inaczej. Jeszcze raz o księdzu”. Książka pisana jest sercem, a jej tkankę stanowi doświadczenie życiowe. Autor omawia w formie dialogu i narracji istotne problemy życia kapłańskiego. W książce wszystko jest prawdziwe: osoby, dialogi, narracje, miejsca. Ze względu jednak na ochronę dóbr osobistych posługuje się niemal wyłącznie dobranymi imionami. Jedynie w ostatnim rozdziale, który poświęcony jest "gigantom" i "minigigantom" świeckim i duchownym, szczególnie kapłanom swoim proboszczom, autor wszystkich i wszystko nazywa  po imieniu.
Frapująca treść książki ubrana jest w piękny strój słowa, dlatego czyta się ją niemal "jednym tchem".
RF

 



Po lekturze nowej książki ks. prof. Jana Kantego Pytla

Z wielką uwagą przeczytałam książkę księdza profesora Jana Kantego Pytla pt. ”Inaczej, jeszcze raz o księdzu”. To bardzo interesująca pozycja, tym bardziej, że - jak na tę tematykę -jest napisana w niekonwencjonalny sposób. Autor w  bardzo ciekawy sposób nadał  postaciom kapłanów obce dla współczesnego świata imiona. Czytając odniosłam wrażenie, że dobór imion nie jest przypadkowy. Bohaterowie, przypuszczalnie starsi wiekiem, mają imiona biblijne – Stachys, Ampliat, Arystarch – lub pochodzenia greckiego - Euzebiusz, Anastazy, Polikarp. Młodsi mają imiona łacińskie – Fidelis, Tercjusz, Dezydery, germańskie –Rudolf,  bądź też zgermanizowane (biblijny Jan – Hans). Zresztą byłoby to logiczne chociażby dlatego, że kultura łacińska rozwinęła się z greckiej, a europejska rozwinęła się z łacińskiej. 
Zastanawiam się też czy wzajemne relacje bohaterów oraz nazwanie ich takimi, a nie innymi imionami, podyktowane były symboliką tych imion. Przykładowo Euzebiusz: „bogobojny”, „święty”, świeżo upieczony maturzysta, wsłuchujący się w słowa kazania wygłaszanego przez ksiądza Anastazego („wskrzeszenie”, „zmartwychwstanie”) nagle odkrywa swoje powołanie. Można by zatem zaryzykować twierdzenie, że ksiądz w „zwykłym” Euzebiuszu wskrzesza Euzebiusza bogobojnego, lub inaczej - ksiądz budzi w Euzebiuszu uśpione powołanie do kapłaństwa.
Ksiądz Polikarp - „płodny”- kosi za ogrodem trawę, czyli zbiera plony? Chce sam przygotowywać dzieci do Komunii św., bo wtedy plon jest największy? Ksiądz Polikarp „stara się starać”, prawie wszystko robi sam, jest przy tym skromny i dlatego jest płodny, dlatego ma tyle sukcesów i aż takie osiągnięcia, że Anastazy i Dezydery oceniają go słowami: ”Polikarp to wspaniały kapłan…Skąd ma tę mądrość, spokój, pogodę ducha, „zakochanie” w parafii?”
Ksiądz Dezydery- „upragniony”, a może chodziło o to, że jest tym który pragnie być takim kapłanem jak Polikarp?
W książce występują kapłani o biblijnych imionach Stachys i Ampliat. Zaciekawiło mnie dlaczego autor nadał takie imiona. W Biblii zarówno Stachys jak i Ampliat pojawiają się tylko raz w Liście do Rzymian i w dodatku w takich samych sytuacjach – święty Paweł pisze w Rz 16, 8 „Pozdrówcie mojego Ampliata, ukochanego w Panu” oraz w Rz16,9 „Pozdrówcie Urbana, naszego współpracownika w Chrystusie i mego ukochanego Stachysa”. Stachysa autor nazywa „zapracowanym proboszczem, budowniczym w dużej parafii”, który jest pasjonatem sztuki i „prowadzi głębokie życie wewnętrzne”. Zresztą pochodzące z Grecji imię Stachys znaczy „kłos”, a w kłosie są ziarna, które po dojrzeniu spadną i wydadzą plon.
Ampliat natomiast przedstawiony jest jako kapłan szczególnie wielkiej modlitwy i medytacji. Trzeci z kapłanów o imieniu biblijnym – Arystarch - wymieniony jest w Piśmie Świętym pięć razy: Dz 19,29 „Zawrzało w całym mieście. Wszyscy pobiegli do teatru, porwali ze sobą Macedończyków Gajusa i Arystarcha – towarzyszy Pawła”; 20,4” Towarzyszyli mu w drodze: Sopater, syn Pyrrusa z Barei, Arystarch i Sekundus z Tesaloniki”; 27,2 „Był też z nami Arystarch, Macedończyk z Tesaloniki”, Kol. 4,10 „Pozdrawia was Arystarch, dzielący ze mną więzienie za tę samą sprawę…”, Flm 0,24 „Pozdrawia cię Epafras, który jest razem ze mną w więzieniu w Chrystusie Jezusie i współpracownicy: Marek, Arystarch, Demas i Łukasz”. Być może autor wybrał te imiona - Stachys, Ampliat, Arystarch - dlatego, aby ukazać z jednej strony głęboką wiarę i przywiązanie do Chrystusa ukrytych pod tymi imionami rzeczywistych postaci, z drugiej zaś ich wielką skromność, wyciszenie i pokorę, która nie pozwala się afiszować. 
Moją uwagę zwrócił też ksiądz Martylewski, chyba jedyny wymieniony w tej części książki (pomijam teraz ostatni rozdział) z nazwiska, nazwiska symbolizującego bolesne doświadczenia epoki Stalinizmu.
Ta książka jest zbiorem rozmów różnych osób. Autor pisze we wstępie: ”W książce wszystko jest prawdziwe. Prawdziwe są osoby dialogi, narracje.” Ja czytając miałam wielokrotnie wrażenie, jakby książka ta była wewnętrznym dialogiem autora z samym sobą, prowadzonym na różnych etapach jego życia kapłańskiego. Oczywiście pozostawił autor wielkie pole do domysłów, ale też zmusza czytelnika do zastanowienia się nad samym sobą i nad  postrzeganiem kapłanów. Patrząc z zewnątrz często nie dostrzegamy istoty sprawy, a tylko jej pozór.

Ada Jadwiga Matysiak