Kiedy przebije się źródło, napiją się wszyscy.

Przedmowa

Latem w 1961 roku po raz pierwszy widziałem Kazimierę Iłłakowiczównę. Siedziała zamyślona i pochylona nad otwartą książką w Bibliotece Uniwersyteckiej. Od tego czasu sporadycznie w homiliach głoszonych w kościele pw. św. Jana Kantego w Poznaniu poza tekstami biblijnymi odwoływałem się do jej uduchowionej poezji, przenikniętej głębią treści religijnej. Urzekły mnie Hymny do Ducha Świętego, wiersz Chodzę za Tobą Chryste, Litania kochających Jezusa ze słowami: "Za to, że Pomazańcy Twoi grzeszni czy cnotliwi, zawsze do Ciebie nas wiodą, kochamy Cię Jezu". Poznań pamięta i nie zapomina o Poetce z Gajowej, która napisała "w Poznaniu na wygnaniu". Warunkami jej codziennego życia interesował się kardynał Stefan Wyszyński1. W liście odręcznie napisanym do wikariusza kapitulnego, biskupa Mariana Przykuckiego (obecnie arcybiskupa seniora w Szczecinie) dopytywał, czy to prawda, że Poetce doskwiera bieda. Prosił biskupa z Poznania o odpowiedź i wyjaśnienia. Nazwisko Kazimiery Iłłakowiczówny dla Prymasa Tysiąclecia było ważne! Prymas kochał poezję, więc jestem przekonany, że czytywał jej wiersze podobnie jak wiersze Lucyny Westfalewiczównej, wydane pod znamiennym imieniem zakonnym - Siostra Nulla (łacińskie "Żadna"). Komu nie spodobałby się wiersz siostry Nulli Abiuracja? Poznań pamiętał o Poetce z Gajowej! Przypominam sobie, że mój sąsiad z willi i przyjaciel, profesor - rektor Uniwersytetu Janusz Ziółkowski mawiał: "Musimy się spieszyć!" Uniwersytet chce nadać jej tytuł doktora honoris causa. Promotor honorowego doktoratu profesor Jarosław Maciejewski wypracował niczym w skale wykuty tekst laudacyjny: "Wybitnej Poetce o ogromnej wrażliwości, która swoją twórczością potwierdziła ciągłość i bogactwo polskiej kultury" (cały tekst na język łaciński przetłumaczył profesor Jerzy Danielewicz). Poznań pamiętał o Poetce z Gajowej. Jedna bowiem z ulic, która łączy Grunwaldzką z Wyspiańskiego nosi jej imię. Autor Przedmowy chce dopatrywać się w tym głębokiej symboliki - życiowego zwycięstwa Poetki i pokrewieństwa z Poetą ze Skałki, któremu na pogrzebie "zagrał" Zygmunt na Wawelu. Przy tej ulicy mieszka zasłużona polonistka profesor Zofia Trojanowiczowa. To ona i jej mąż Roman (wtedy radny Miasta Poznania), zabiegali o to, aby ta ulica nosiła imię Kazimiery Iłłakowiczówny. Poznań pamiętał o Poetce z Gajowej. Przecież zaraz po jej śmierci o. Marcin Babraj, dominikanin, polecił wykonać trzy maski pośmiertne. Wykonał je artysta rzeźbiarz Józef Petruk. Jedna z nich znajduje się w pałacu Raczyńskich w Rogalinie, druga w Muzeum Adama Mickiewicza w Warszawie, trzecia przy ul. Gajowej 4 w Poznaniu, w mieszkaniu-muzeum Poetki. Pamięć o Poetce potwierdza też wydanie w czterech tomach Wierszy zebranych (Argo - Toruń 1998). Do tego przyłożyli ręce, umysł, czas i siły Jacek Biesiada oraz Aleksandra Żurawska-Wołoszyńska z Instytutu Badań Literackich (Pracownia BibliografIi Bieżącej w Poznaniu). Poetka ma wielu miłośników i czytelników w Poznaniu. Wdzięcznie wspomina ją profesor Andrzej Kwilecki, znany uczony, pisarz, autor bardzo cennych książek o polskim ziemiaństwie. Profesor z pewnym wzruszeniem mówi o talencie Poetki i wraca w myślach do zegarka, jaki otrzymał od niej w prezencie. Zabrał go do Iwonicza, gdzie po wypędzeniu z hrabiowskiego pałacu ojca w Kwilczu, spędził czas wojny. Ta cenna pamiątka przepadła. Ukradli ją żołnierze, którzy gnani strachem uciekali na zachód, a po drodze "plądrowali" i okradali mieszkania. Poznań pamięta o Poetce, bo przy ul. Gajowej 4 znajduje się pracownia-muzeum pod opieką kustosz Elżbiety Andrzejewskiej. Kazimiera Iłłakowiczówna wyróżniała się mocnym charakterem i odwagą! Świadczy o tym dobrowolny udział w bohaterskiej posłudze sanitarnej w czasie I wojny światowej na wschodzie w latach 1915-1917. W wierszu Modlitwa za biskupa Nankiera, wołała o zachowanie w pamięci pasterza wrocławskiego, obrońcy polskości na Śląsku. Ona też, gdy "inni" uciekli, sama jedna wołała o prawo do wolności dla Wojciecha Bąka, który w czasie zniewolenia komunistycznego stał się złamaną łodygą rzuconą do rynsztoku. Poza tym Poetka z niezwykłą mocą pisała wiersze o kapłanie-prałacie Konstantym Budkiewiczu, proboszczu parafii pw. św. Katarzyny w Petersburgu, zastrzelonym sposobem "katyńskim" w Moskwie (1923). Z utęsknieniem czekała na jego beatyfikację. Według Brandstaettera "czas jest odległością od Elohim". Ta odległość zostanie niebawem zniesiona, bo, jak zapewnia arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz, nadchodzi dzień wyniesienia tego męczennika ołtarze! Kiedy powtarzają się głosy, że Poetka jest zapomniana, przychodzi mi na myśl praca doktorska Mirosławy Ołdakowskiej zdeponowana w mieszkaniu-muzeum przy Gajowej. Myślę, że profesor z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego mogłaby stworzyć nurt badań nad twórczością Iłłakowiczówny, co byłoby najlepszym uczczeniem i utrwaleniem jej pamięci! Piloci "usadowieni w stalowych ptakach" mają wyznaczony korytarz i pułap lotu. Nie można inaczej! Wielu też poetów trzyma się takiego korytarza i pułapu. Wydaje się, że Iłłakowiczówna obdarzona wielkim talentem i mocą myślenia, tęsknotą za Prawdą i Pięknem, sterowała swoim "żelaznym ptakiem - poezją", własnym korytarzem i wybranym wysokim pułapem. Nie słuchała mitycznego Dedala, który wyznaczał pułap lotu Ikarowi - wysokość pośrednią - nie za blisko wody i nie za blisko Słońca. Ikar nie posłuchał Dedala i wpadł do morza. Kazimiera Iłłakowiczówna ustawiła ster ku Słońcu - Bogu! Książka Kiedy przebije się źródło, napiją się wszyscy2 jest bukietem niezapominajek dla Poetki w 25. rocznicę jej odejścia (16 lutego 1983). Prawdopodobnie w Polsce i w Poznaniu jedynie Stowarzyszenie imienia Romana Brandstaettera pamiętało o Poetce i poświęciło jej w dniu 19 kwietnia tego roku Ogólnopolską Konferencję Naukową3. Materiały z Konferencji będą zamieszczone w książce o tematyce dotąd niepodejmowanej. Serdeczne podziękowanie składam Prelegentom z różnych ośrodków naukowych w Polsce, zwłaszcza z Krakowa, Wrocławia, Olsztyna, Zielonej Góry, Koszalina, Nowego Sącza, Poznania oraz doktorantce Zofii Dambek z Poznania za przewodniczenie obradom. Specjalne podziękowanie kieruję do Księdza Arcybiskupa Metropolity Poznańskiego Stanisława Gądeckiego, który jako stróż bogatego dziedzictwa religijno-kulturalnego w Poznaniu, zechciał objąć sesję honorowym patronatem.

Poznań, dnia 16 maja 2008, w święto Andrzeja Boboli, Patrona Polski
ks. prof. dr hab. JAN KANTY PYTEL, prezes Stowarzyszenia imienia Romana Brandstaettera

1Por. Aneks. List kardynała Wyszyńskiego do arcybiskupa Przykuckiego w: Z cienia niepamięci do światła. Wojciech Bąk, Kazimiera Iłłakowiczówna, Roman Brandstaetter, red. E. Krawiecka, Poznań 2006, s. 195.

2Tytuł książki wzięty jest ze zbioru Szeptem (1966) i nawiązuje do wody żywej (por. Ap 22,1). Jest nią Bóg. Wiersz dowodzi, że Poetka świadomie i na nowo nawiązała nić przyjaźni z Bogiem i zanurzyła się na nowo w wodzie – źródle nowego życia.

3Biblioteka Raczyńskich dla uczczenia rocznicy śmierci Poetki zorganizowała specjalną wystawę.

 

Przemówienie na otwarcie Konferencji

Pozwolę sobie rozpocząć od pewnego tekstu: Wybór polonistyki był umotywowany wyraźnym nastawieniem na studiowanie literatury. Jednakże już pierwszy rok studiów skierował moją uwagę w stronę języka. To wprowadziło mnie w zupełnie nowe wymiary, żeby nie powiedzieć w misterium słowa.  Wybuch wojny zmienił w sposób dość zasadniczy sytuację w moim życiu. [...] zajęcia trwały tylko do 6 listopada 1939 roku. Na tym urywa się w moim życiu okres studiów polonistycznych i rozpoczyna się okres okupacji niemieckiej, w czasie której starałem się najpierw dużo czytać i pisać. Właśnie w tym okresie powstały moje pierwsze młodzieńcze utwory literackie. Przywołuję na początku tego spotkania fragment autobiografii Jana Pawła II z jego książki Dar i tajemnica. Uderza w całej tej relacji oszczędność i asceza słowa. Kiedy jednak poddajemy ten tekst głębszej refleksji zastanawiające stają się dwie sprawy - najpierw - odsłonięcie pewnej dynamiki procesu poznania i tworzenia, oto poznawanie literatury prowadzi do refleksji nad językiem, a on prowadzi do misterium słowa. Po drugie, to wspomnienie pokazuje, że choć pośród szczęków broni milkną muzy, to jednak słowo, kultura, twórczość - są równoprawnym sposobem odzyskiwania suwerenności, tak osoby, jak i narodu. Jan Paweł II osobiście wybrał taką właśnie drogę - odzyskiwania wyzwolenia i wolności poprzez kulturę, poprzez misterium słowa, najpierw artystycznego, potem słowa Bożego, które jest żywe i skuteczne. Przywołuję tę myśl, pragnąć podarować ją Uczestnikom tej sesji o Poetce, Kobiecie Słowa, która na skrzydłach liryki i słowa biblijnego wznosiła się ponad zamęt swoich czasów, swojej epoki. Biografia Kazimiery Iłłakowiczówny mogłaby zapewne posłużyć do niejednego filmu historycznego. W dobie braku państwowości Polski, w czasach konfliktów europejskich, ona studiowała w Genewie, w kolegium dla cudzoziemek, a następnie w Oksfordzie. W Polsce studiowała filologię polską i angielską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Subtelność i wyrafinowanie intelektualne potrafiła połączyć z wrażliwością społeczną i zaangażowaniem obywatelskim. Tak więc w czasie I wojny światowej była sanitariuszką w armii rosyjskiej. Natomiast po powrocie do wskrzeszonej Polski podjęła w 1918 roku pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Niezwykłym epizodem, a zapewne więcej niż 10. letnim epizodem jej życia stała się podjęta po 1926 roku praca sekretarki Marszałka Józefa Piłsudskiego w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Okres wojenny i bezpośrednio powojenny w latach 1939-1947 spędziła w Siedmiogrodzie, gdzie udzielała lekcji języków obcych. Od roku 1947 osiadła w Poznaniu, gdzie przeżyła resztę swoich dni, aż do 1983 roku. W jej bogatej twórczości, tak jak w życiu daje się dostrzec odzwierciedlenie wrażliwości ducha i umysłu na nurty epoki. Nie uzurpując sobie możliwości ogarnięcia tych nurtów, ośmielę się jedynie powiedzieć, że daje się zauważyć w jej twórczości z jednej strony pewien pesymizm, a z drugiej - ucieczkę w świat baśni i legend. To jakby wyraz dramatycznego szamotania się pośród zawiłych i trudnych czasów. Jednak, to, co uderza, to owa zdolność wznoszenia się na skrzydłach poezji i Biblii ponad koszmar, uciążliwość, ból i chaos, poprzez oczyszczające cierpienie do Boga. Nurt religijny w twórczości Iłłakowiczówny to nurt modlitw poetyckich, które tworzyły własne, autorskie litanie, rozmyślania, akty strzeliste. To liryka mistyczna, to nade wszystko bogaty wątek biblijny, który w aspekcie tematycznym znalazł punkt kulminacyjny w cyklu Małych apokryfów. To także swoiste echa ewangeliczności w bardzo wielu utworach, w głębokiej zadumie nad wcieleniem człowieka, jego biedą, niedolą, losem tych, których dzisiaj postrzegamy jako ludzi wykluczonych, marginalizowanych. Potrafiła dostrzegać w nich jakieś światło życia, jakiś element świętości. Żyjąc w czasach trudnych nauczyła się ewangelicznie wybaczać, o czym świadczy jej słowo. Iłłakowiczówna jest niewątpliwie jedną z tych postaci polskiej literatury, która domaga się wydobycia z cienia i mroku zatrzaśniętych systemowo drzwi. Domaga się tego w imię piękna, wrażliwości, mądrości, w imię swojego autentyzmu bycia. Pragnę wyrazić tą drogą moją ogromną radość z racji dzisiejszego sympozjum. Gratuluję serdecznie niestrudzonemu ks. prof. Janowi Kantemu Pytlowi za jego za- angażowania i tej postawy najlepiej rozumianego dialogu, która łączy i scala różne formy słowa w jedno wielkie misterium. Któż lepiej jak Ksiądz Profesor, sam człowiek słowa, może bardziej odczytać w zapisanych tekstach misterium żywego słowa? Dziękuję wszystkim Uczestnikom sympozjum, zwłaszcza tym z Państwa, którzy prowadzić nas będą drogami swej wiedzy w stronę poznania Kazimiery Iłłakowiczówny.
Życzę Państwu bardzo owocnych obrad.

ks. prof. dr hab. PAWEŁ BORTKIEWICZ, dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza